|
Strona 1 z 4 Skórzane torby będące must-have sezonu? Buty, dla których zrobiłbyś wszystko? Od tanich fatałaszków do luksusowych wnętrz samochodów – Jim Wickens, dziennikarz śledczy Ecostorm, odkrywa szokującą prawdę o tym, za co naprawdę płacimy, gdy kupujemy skórzane dobra.

Gdy wjeżdżasz w wąskie uliczki Hazaribagh, pierwszą rzeczą, którą zauważasz, jest wszechobecny smród: odrażający koktajl gnijącego ciała wymieszany z przeszywająco ostrym zapachem chemikaliów stale wisi w powietrzu. Dziesiątki tysięcy ludzi haruje tu każdego dnia, żyje, oddycha i umiera otoczona śmiercionośną mieszanką setek chemicznych substancji, wypompowywanych z operujących w mieście garbarni. To świat stworzony ze skóry. Bose dzieci zbierają jej skrawki, kury urządzają w niej gniazda, dzieci się w niej bawią – skóra stanowi nawet paliwo do ogniska: w każdym domu pod gotującym się posiłkiem palą się toksyczne, niebieskie paski skóry przesiąkniętej aldehydem i chromem. W rejonie Hazaribagh znajduje się ponad 100 garbarni, które produkują większość skóry eksportowanej z Bangladeszu. Eksport ten, w większości do domów mody w Europie, Japonii i Chinach, wart jest 240 milionów dolarów rocznie. Skóra z Bangladeszu przerabiana jest następnie na buty, torebki i inne akcesoria, sprzedawane w luksusowych sklepach na całym świecie.
Publiczne dobro kontra publiczne zdrowie Garbarnie w Bangladeszu i w Południowej Azji bardzo szybko się rozwijają. Z powodu rosnącego zapotrzebowania na skórę na Zachodzie, producenci skórzanych wyrobów zostali przyjęci z otwartymi ramionami przez tutejsze rządy, które w zamian za zyski chętne są do ignorowania braku jakichkolwiek przepisów bezpieczeństwa. Władze Bangladeszu argumentują, że produkcja skór jest jednym z najważniejszych przemysłów w kraju, zapewniającym tysiące miejsc pracy oraz przynoszącym tak bardzo pożądany zagraniczny kapitał. Ten lukratywny biznes ma jednak swój koszt: wiele środków chemicznych wykorzystywanych przy produkcji skór jest toksycznych i wysoce kontrowersyjnych. Działacze i specjaliści są zgodni: garbarnie w Hazaribagh odpowiedzialne są za chroniczne zanieczyszczanie przepływających przez miasto rzek oraz za systematyczne zatruwanie dziesiątek tysięcy ludzi. Choroby przewlekłe – mające bezpośredni związek ze ściekami produkowanymi przez garbarnie – są powszechne, twierdzą naukowcy. Według krytyków standardy bezpieczeństwa i ochrony środowiska w Bangladeszu są daleko w tyle za poziomem akceptowanym na Zachodzie a europejskie korporacje chemiczne, które zaopatrują przemysł przetwórstwa skórzanego w kraju, udają, że nie widzą żadnych problemów. I chociaż rząd w Bangladeszu i przemysł skórzany zdają sobie sprawę z zanieczyszczeń, jakiekolwiek próby rozwiązania problemu okazują się być nieefektywne. Plany wybudowania oczyszczalni ścieków są ciągle opóźniane z powodu biurokracji i korupcji. W Hazaribagh magazyn „Ecologist” był świadkiem skali problemu: rzeki ścieków w kolorze electric blue wydobywające się ze ścian każdej garbarni; pieniący się, szkodliwy koktajl ołowiu, związków chromu, siarki, kadmu i żrących kwasów przepływa pomiędzy barakami pobliskich slumsów po to, aby za chwilę wpaść do głównej rzeki regionu, Buriganga. Mazakat Harun jest dyrektorem Chemi-tan, ekskluzywnego przedstawiciela koncernu chemicznego Clariant, którego produkty stosowane są w garbarniach Bangladeszu. Clariant to szwajcarska firma, która posiada swoje zakłady produkcji w całej Europie i jest jednym z głównych dostawców chemii do garbarni w Hazaribagh. Harun szacuje, że każdego dnia w jego regionie stosuje się 50 ton chemikaliów. Żadna z garbarni nie posiada systemu oczyszczania ścieków. W biurze Chemi-tan, znajdującym się w samym sercu Hazaribagh, ściany ozdabiają błyszczące plakaty. Na nich beztroskie, europejskie pary pozują prowokująco w sportowych samochodach. Na plakatach hasła promujące wyprodukowane w Wielkiej Brytanii chemikalia, chociażby to: „Rozgość się w klasie wyższej. Garbowanie na najwyższym poziomie wydajności i troski o środowisko”.
|