header image
Start
Piekło dla skóry PDF Drukuj E-mail
poniedziałek, 12 październik 2009
Spis stron
Piekło dla skóry
Strona 2
Strona 3
Strona 4
 

W Bangladeszu europejska chemia postrzegana jest jako bezpieczna i stanowi to część problemu: właściciele garbarni odcinają się od stałego zatruwania środowiska, którego są przyczyną. A eksperci ds. toksyczności w Brukseli twierdzą, że słabe przepisy unijne, takie jak dyrektywa REACH, nie zapobiegają eksportowi szkodliwych substancji poza Europę do miejsc takich jak Bangladesz, gdzie oczyszczalnie ścieków najzwyczajniej w świecie nie istnieją.

„REACH w uchwalonym kształcie jest cieniem oryginalnego projektu”, uważa organizacja Chem Trust, której celem jest zapobieganie zatruwaniu środowiska przez antropogeniczne substancje chemiczne. „Dzięki lobbowaniu przemysł chemiczny tak mocno osłabił projekt przepisów, że nadal może stosować wysoce szkodliwe substancje, nawet gdy istnieje bezpieczniejsza alternatywa. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale taka jest rzeczywistość”.

Według działaczy, pomimo istnienia zarysu regulacji, których celem miało być opanowanie przemysłu chemicznego w UE, przepisy zostały tak mocno osłabione przez lobby przemysłu, że jakiekolwiek przekonanie o bezpieczeństwie chemikaliów pochodzących z Europy jest bardzo niebezpiecznym wynikiem niedoinformowania.

W trakcie śledztwa, magazynowi „Ecologist” udało się dostać do dwóch garbarni w Hazaribagh. Obydwie eksportują skórę do europejskich producentów butów oraz włoskich domów mody. Brudne, wypełnione niebieską substancją beczki stały w rzędach obok pracujących boso ludzi. Światła dziennego i wentylacji jest w tych budynkach jak na lekarstwo a ilość chemicznych oparów jest przytłaczająca.

Według SEHD, takie środowisko pracy jest normą w garbarniach w Daka. Z powodu takich warunków od 8 do 12 tysięcy pracowników garbarni cierpi m.in. z powodu schorzeń dermatologicznych i żołądkowo-jelitowych. Według obliczeń SEDH 90% pracowników tych zakładów nie dożyje 50 roku życia.


Winę ponoszą kupcy

Siedzący w biurze Leather Goods and Footwear Manufacturers & Exporters’ Association of Bangladesh (organizacji skupiającej producentów i eksporterów wyrobów skórzanych) wiceprezydent i dyrektor Apex Tannery Ltd mieszczącej się w Hazaribagh Syed Nazim Mazur nie zrzuca winy za zanieczyszczenia ani na europejskich producentów chemii ani na konsumentów, którzy chcą kupować tanie produkty. Według niego winę ponoszą pośrednicy.

- Chcielibyśmy posiadać wysokiej generacji oczyszczalnie ścieków, ale blokują nas pośrednicy, którzy na sprzedaży naszych wyrobów zarabiają 300-400%. Czy są oni gotowi na mniejsze zyski w imię etyki? W większości przypadków najzwyczajniej w świecie nie – wyjaśnia Mazur.

Garbarnie Harazibagh są w trudnej sytuacji. To, co jest atrakcyjne dla zagranicznych kupców – towar dobrej jakości po bardzo niskiej cenie – przejdzie do przeszłości w momencie wprowadzenia przepisów dotyczących bezpieczeństwa pracowników i oczyszczalni ścieków na poziomie europejskim.

Jest jednak coś jeszcze: jeśli przemysł nie zareaguje, skala humanitarnego i środowiskowego kryzysu w Hazaribagh może niedługo odstraszyć cennych klientów. Wzrastająca świadomość konsumencka i potrzeba większej przejrzystości w przemyśle zmuszają sprzedawców detalicznych do zrewidowania źródeł swoich surowców. Dla nich to, co dzieje się w Hazaribagh, jest pr-ową bombą.

Mając to wszystko na uwadze zaplanowano przeniesienie garbarni do Hemayetpur, miejsca wybudowanego specjalnie dla przemysłu, o 20km od Dhaka. Miejsce to byłoby wystarczająco duże dla przemysłu oraz wspólnej oczyszczalni ścieków. Decyzją tą przechwalają się właściciele garbarni oraz rząd Bangladeszu, prezentując ją jako ostateczną receptę na wszystkie bolączki.

Rzeczywistość wygląda jednak nieco inaczej. Siedem lat po opracowaniu planu przenosin rozpoczęto budowę dopiero jednego ze stu budynków nowego kompleksu.

Rynek tanich produktów ze skóry wart jest 40 miliardów dolarów i z roku na rok ta kwota rośnie. Apetyt na skórzane produkty jest spełnieniem marzeń dla garbarni, koncernów chemicznych i sprzedawców skórzanych produktów w Bangladeszu i poza nim.

W tym samym czasie koszmar Shababy i ludzi takich, jak ona – żyjących wzdłuż zatrutej rzeki – nadal trwa.

„Z powodu garbarni nasza woda stałą się czarna”, mówi. „Ta woda zniszczyła wszystko”.

W kwietniu rząd Bangladeszu ogłosił, że z powodu braku funduszy, po raz kolejny projekt przeniesienia garbarni zostaje bezterminowo zawieszony.

 


Autor Jim Wickens jest dziennikarzem i producentem filmowym w Ecostorm.



< Poprzedni   Następny >