header image
Start arrow Współczesne fermy
Czym są fermy przemysłowe? PDF Drukuj E-mail
wtorek, 28 sierpień 2007
Intensywność, uprzemysłowienie, fabryka – wszystkie te pojęcia charakteryzują współczesne metody prowadzenia farmy. Intensywność oznacza “upchnięcie” jak największej liczby zwierząt w jak najmniejszym pomieszczeniu jak to tylko możliwe. Uprzemysłowienie oznacza częste stosowanie automatyzacji karmienia, pojenia i czyszczenia. Za tym wszystkim ukryta jest filozofia masowej produkcji, charakterystyczna dla fabryk.
 
Czy potrafisz zrozumieć, jak tak dostojne stworzenia, jak kurczęta - potomstwo bankiwa (ptaków żyjących w dżungli) można upychać po pięć osobników do drucianej klatki nie większej niż kuchenka mikrofalowa? Następnie tysiące klatek ustawia się w stosy, jedne na drugich, i zmusza się kury poprzez naświetlanie oraz odpowiednie karmienie do znoszenia jaj prawie każdego dnia ich krótkiego życia, podczas gdy ich przodkowie znosili tylko około 20 w ciągu całego roku. Tak duża ilość doprowadza do osteoporozy i mimowolnego łamani się kości - wapno zostaje wykorzystywane do produkcji skorup jaj. W ten sposób pozyskuje się około 80% wszystkich jaj. Smutnymi produktami ubocznymi są jednodniowe kurczęta, zbyt wychudzone, by przeznaczyć je na mięso do jedzenia i niezdolne do składania jaj; z tego powodu są w okrutny sposób zagazowywane dwutlenkiem węgla lub miażdżone. Czterdzieści milionów rocznie...

Los kurcząt przeznaczonych na mięso jest niewiele lepszy. Po 50 tysięcy (lub więcej) osobników upchniętych w jednej zagrodzie stoi we własnych odchodach przez sześć miesięcy ich niesłychanie krótkiego żywota. Ogromne, drepczące młode są zmuszone do nienaturalnie szybkiego rośnięcia - tak szybkiego, że ich serca nie wytrzymują i wiele kurcząt umiera, a ich nogi załamują się pod ciężarem nabrzmiałych ciał. Pomimo tych okrutności, te wypaczenia natury dotyczą prawie każdego spożywanego mięsa drobiowego. Kaczki, indyki i perliczki również cierpią w podobnych warunkach, i wkrótce ich los podzielą również gęsi.

Kto o zdrowych zmysłach zmusiłby inteligentne zwierzęta, jakimi są świnie, do tłoczenia się w betonowych celach? Żadnej ściółki i innych udogodnień, tylko brud i nędza, bez możliwości zaspokojenia nawet najbardziej podstawowych instynktów naturalnych. Dodatkowo spotyka się obcinanie ogonów i wyrywanie zębów bez znieczulenia: próbę kontroli narastającej w zwierzętach agresji.

Wyjątkowe barbarzyństwo jest zarezerwowane dla loch - karmiących świń. Spędzają one całe swoje życie zamknięte w metalowych, wąskich klatkach, niewiele szerszych od ich ciał, ograniczających ich ruchy i uniemożliwiających obracanie się oraz właściwe kładzenie się. W trakcie ciąży dostarczają 2,5 litra pokarmu dziennie dla małych prosiąt. Nie dziwi fakt, że tracą zmysły, obgryzając pręty klatek w ponurej i smutnej desperacji.

Są to oczywiste formy przemysłowej hodowli, ale łatwo przytoczyć inne, bardziej przyziemne przykłady. Pomimo hodowli w pozornie naturalnych warunkach, krowy mleczne są prawdopodobnie jednymi z najciężej pracujących zwierząt hodowlanych. Są jednymi z niewielu zwierząt, które potrafią przetrwać ciążę i dojenie jednocześnie. I są to ilości mleka do dziesięciu razy większe od tej, którą potrzebują do wykarmienia cielaka. Spójrz na krowy mleczne stojące na polu i zobaczysz kości biodrowe sterczące pod ich skórami jak wieszaki pod cienką koszulą. Przyjrzyj się im jak chodzą i dostrzeżesz rozdęte wymiona. Poruszają się z trudem, kulejąc i kołysząc się. Mało zaskakujący staje się fakt, że jedna trzecia krów mlecznych cierpi z powodu problemów z nogami i rozrywający laminitis. Kolejna część cierpi z powodu zapalenia wymion. Zwierzęta, które potrafią żyć ponad dwadzieścia lat są wyczerpane fizycznie po dwóch lub trzech ciążach i następnie są zabijane w wieku odpowiadającym nastoletniej dziewczynie.

A co z ich potomstwem? Wszystkie są zabierane od matki po dwóch/trzech dniach od narodzin, pomimo ich ryku rozpaczy i strachu. Cielęta płci żeńskiej są zatrzymywane by rozmnożyć stado, podczas gdy małe cielęta są zabijane strzałem w głowę - kolejny produkt uboczny okrutnego przemysłu. Do czasu pojawienia się BSE (choroba “wściekłych krów”) były one wysyłane w zamkniętych izolatkach do krajów Europy Zachodniej, z celowo wywołaną anemią, aby ich mięso wydawało się białe na talerzach obojętnych i nieświadomych żarłoków.

Mówi się, że również owce są hodowane w naturalnych warunkach, lecz nie jest to do końca prawda. Podstępnie skłaniane do owulacji w niewłaściwym momencie i do wydania zbyt wielkiej ilości potomstwa – coraz częściej trojaczków - walczą o przetrwanie, często na przepełnionych pastwiskach i na terenach gorszej klasy. Zamiast wydawać na świat potomstwo na wiosnę, owce rodzą nawet w grudniu. Rezultatem jest zimno, głód, choroby i śmierć, dotykające 20 procent wszystkich nowo narodzonych owieczek – cztery miliony każdego roku.

I kiedy są sprzedawane, każda owieczka, która dotychczas znała tylko spokojną wiejska okolicę, pokonuje średnio osiem razy drogę od sprzedawcy żywego inwentarza do eksportera. Wiele z nich jest narażonych na długie podróże lądowe, do krajów tak odległych jak Grecja, upchnięte w niewentylowanych i nieogrzewanych transporterach samochodowych. Wiele z nich umiera ze stresu, pragnienia i udaru cieplnego.

I to wciąż trwa. Bydło opasowe nie jest wyjątkiem i nienaturalne karmienie resztkami ich własnego gatunku doprowadziło do powstania przerażającego i nieuleczalnego wirusa vCJD - ludzkiej odmiany BSE.

Cały ten cykl rozpoczął się po II Wojnie Światowej, lub, bardziej dokładnie, po roku 1948, kiedy wynaleziono antybiotyki. I to było kluczem do nienaturalnego, okrutnego i w końcu niebezpiecznego nadużywania zwierząt. To, co zapoczątkowała chciwość, może zakończyć się katastrofą. Pojawiło się wystarczająco dużo haseł z ostrzeżeniami na murach, by zamalować cały Wielki Mur Chiński. Lecz wciąż “faszerowane” trwa, często na oślep, codziennie, często w pokarmie i wodzie.

Z różnych powodów podaje się całą paletę antybiotyków i innych leków - niektóre by zapobiec chorobom, niektóre są używane by wyleczyć je, a inne by zwierzęta szybko przybrały na wadze. Jest to zjawisko nie do powstrzymania, a rezultatów nie można nawet sobie wyobrazić.

W pojęciu ewolucji, lata od 1948 roku są niczym więcej niż iskierką nadziei, a efekty są jałowe. Po kolei traciliśmy możliwość użycia poszczególnych antybiotyków, gdyż bakterie wykształcały obronę przeciwko nim - teraz leki te nie skutkują. Co gorsza, zmutowane mikroby nabyły możliwość przekazywania ich odporności do niespokrewnionych organizmów - jest to przykład współpracy drobnoustrojów, której nikt nie potrafi zrozumieć. W ostrych przypadkach zatrucia pokarmowego, gdzie zostaje zakażona ludzka krew, istnieje jedynie jeden antybiotyk ostatniego ratunku - i jego pochodną podaje się zwierzętom. Co do reszty - po prostu nie działają.

Obecnie poznajemy nowe, złośliwe formy Salmonelli, E. coli i Campylobakterii, które zmieniły zatrucia pokarmowe w epidemie. Mamy też superbakterie, które dokonują spustoszeń w naszych szpitalach. Nie znamy danych z Polski, ale w Stanach Zjednoczonych każdego roku umiera od 20000 do 60000 ludzi z powodu niekontrolowanych, śmiertelnych infekcji szpitalnych.
 
Pomimo wielu nadziei w inżynierii genetycznej, patrzymy w ponurą przyszłość. Jeżeli dalej będzie to miało miejsce, zaistnieje możliwość powrotu epidemii śmiertelnych infekcji rodem ze średniowiecza, gdzie chirurgia inwazyjna nie będzie możliwa. Nawet usuwanie zęba będzie stanowiło zagrożenie dla życia.

Bardzo szybko rozwijają się nowe choroby zwierzęce i nie wiemy, czy któraś nie będzie miała tak druzgocącego wpływu na człowieka co BSE.  Jesteśmy na krawędzi i musimy zmusić farmerów i ustawodawców do działania. Musi nadejść koniec ferm przemysłowych, musimy powstrzymać to niezdrowe i obsesyjne promowanie zwierzęcych protein, musimy zacząć traktować zwierzęta z respektem i uwagą, lub zapłacimy tego konsekwencje.

Zdrowie ludzi i zwierząt balansują razem i jest to również zdrowie naszej planety. Produkcja żywego inwentarza leży w sercu największych katastrof środowiska, pomiędzy niszczeniem lasów tropikalnych, ociepleniem klimatu, wyczerpywaniem się źródeł wody, poszerzających się pustyń, spadku urodzajności gleby, erozji ziemi, niszczenia warstwy ozonowej i zapadania się oceanów. Prawie wszystko, co obecnie robi człowiek, narusza równowagę ekologiczną. I chociaż wysyłamy nasze grosze do Etiopii oraz na inne akcje dla potrzebujących, nikt nie zwraca uwagi na fakt, że obsesja zachodu na punkcie mięsa bezpośrednio przyczynia się do głodowania najbiedniejszych ludzi. Mięso jest zabójcą  w każdym znaczeniu tego słowa.

Ostatecznym i najbardziej skutecznym rozwiązaniem by powstrzymać to staczanie się w obłęd jest rezygnacja z mięsa i przejście na wegetarianizm lub weganizm. Tymczasem wielkim krokiem naprzód może być zakazanie działalności ferm przemysłowych. Nie jest to tylko retoryka - musimy zadać koniec fermom przemysłowym, zanim one wykończą nas!

TONY WARDLE
Wicedyrektor, Viva! UK

Ostatnio dodane